wtorek, 12 października 2010

Słowem wstępu

Moje pierwsze spotkanie z Ukrainą, podobnie jak większości młodych ludzi w naszym kraju, związane jest z popularną przyśpiewką intonowaną przy różnego rodzaju mniej lub bardziej kulturalnych imprezach. Obraz "zielonej Ukrainy" jaki wykreowała w mojej wyobraźni ta swoją drogą XIX wieczna pieśń bardzo szybko zrewidowany został jednak przez realia historyczno-literackie. Interpretacja dziejów polsko-ukraińskich jakie spotkać się mogliśmy na kartach trylogii sienkiewiczowskiej oraz wiedza nabywana w trakcie stopniowej edukacji w coraz większym stopniu zmieniała moje poglądy na temat Ukrainy. W przypływie młodzieńczych ekscytacji wielkimi zwycięstwami polskiego oręża, sarmatyzmem i innymi ideami Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Ukraina, a co za tym idzie Ukraińcy utożsamiani zaczęli być przeze mnie z buntownikami, zdrajcami itd.
Opisana powyżej historia nie jest wyjątkiem, lecz wydaje się, że w podobny sposób w mentalności większości Polaków pojawił się stereotyp Ukrainy, którego pozbycie się związane jest z zapoznaniem się z literaturą po którą przeciętny człowiek nigdy nie sięgnie. 
Już na początku muszę zaznaczyć, że moim celem nie jest wcale wybielenie Ukrainy i ukazanie jej jako skrzywdzonej przez "Lachów". Starał się będę raczej poruszyć kilka konfliktowych zagadnień polsko-ukraińskich, a także na podstawie moich podróży ukazać Ukrainę w nieco innym świetle, być może nieco bardziej zielonym.  



Zapraszam do lektury. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz